Święta czy obłąkana? Niesamowita historia kobiety uwięzionej

"Ja nie mam duszy. Sprawa Barbary Ubryk, uwięzionej zakonnicy, której historią żyła cała Polska" to historia przedstawiona przez Natalię Budzyńską, która przedstawia czytelnikowi losy kobiety, której perypetie do dnia dzisiejszego w większości owiane są tajemnicą

Nie do końca jasna sytuacja

Ja nie mam duszy. Sprawa Barbary Ubryk, uwięzionej zakonnicy, której historią żyła cała Polska” to historia przedstawiona przez Natalię Budzyńską, która przedstawia czytelnikowi losy kobiety, której perypetie do dnia dzisiejszego w większości owiane są tajemnicą. Losy Barbary Ubryk owiane są legendą, a niektóre sytuacje z jej życia, mimo iż poświadczone na piśmie i relacjonowane przez świadków do dzisiaj budzą wątpliwości w kwestiach ich wiarygodności i zgodności z rzeczywistością.

Wszystko dzieje się w Polsce, w II połowie XIX wieku, w czasie, kiedy psychiatria jest jeszcze w powijakach, a wszelkie anomalie w zachowaniach tłumaczone są jako zemsta boska lub kara za grzechy. Żadne z nich nie są prawidłowo leczone, a wręcz potępiane społecznie i chowane w najciemniejszych zakątkach, z dala od wiadomości publicznej. Siostry z klasztoru, w którym znajdowała się Barbara Ubryk opisują jej zachowanie jako opętanie, chociaż symptomy, o których wiemy powinny być klasyfikowane jako paranoja lub schizofrenia. Siostra Ubryk, karmelitanka, po części stała się ofiarą podejścia kościoła katolickiego do spraw zdrowia psychicznego, a jej historia poruszyła ludzi w wielu krajach na świecie. Co smutne, najpóźniej w Polsce.

Pożywka dla plotek

Polska mniszka, o której opowieści pojawiały się co jakiś czas w przestrzeni publicznej, były skutecznie maskowane przez najwyższych przedstawicieli kościoła. Niedomówienia i brak klarowności stały się doskonałą pożywką do tworzenia plotek, a koniec końców doprowadziły do stworzenia legend. Barbara Ubryk (właściwie Anna Ubryk) wstąpiła do klasztoru kiedy miała zaledwie 21 lat. Z początku zmuszono ją do porzucenia nauk, ponieważ już wtedy jej zachowanie zdecydowanie odbiegało od normy. Wysłano ją na kilkuletnie leczenie uzdrowiskowe, które, zdawałoby się, poprawiło znacznie jej stan. Po przyjęciu ślubów zdecydowała się na klasztor karmelitanek, ze względu na jego najwyższą z możliwych surowość i odizolowanie od świata. Tak bardzo szybko, bo zaledwie po kilku tygodniach, trafiła do karceru, w którym pozostała na wiele lat.

21 lat później uratowano ją z pomieszczenia w piwnicy, w którym leżała na skruszonej słomie, w kałuży własnych odchodów. Nie miała dostępu do słońca, ponieważ okno w suterenie zostało zamurowane (tłumaczono to prowokacyjnymi obnażeniami, które gorszyły siostry). Oficjalną przyczyną zamknięcia była zbytnia gorliwość w modlitwie (!) oraz wyuzdane zachowanie i niewybredny język wypowiedzi. Po wyjściu z karceru natychmiast trafiła do szpitala, ważyła 34 kilogramy i nie potrafiła komunikować się werbalnie. Jej stan nie poprawił się do śmierci, 34 lata później, kiedy w zapomnieniu zmarła w szpitalu psychiatrycznym. Jej stan nigdy nie uległ poprawie.

Coffee obraz autorstwa freepik - www.freepik.com